poniedziałek, 15 września 2008

France trip

Dzisiaj na kolacje, wycieczka do Rouen. Aby jej dokonac mieszkajac w Londynie nalezy:
- dojechac pociagiem do miedzynarodowego portu morskiego w Portsmouth.
- poplynac promem do La Havre (8 godzin w jedna strone, 5 nie wiedziec czemu w druga)
- dojechac do Rouen
- siedziec i juz sie jest

Prosto z pracy na stacje Waterlooo. Potem do sklepu. I juz wygodnie siedzie w drugim wagonie. Pociag pustoszeje z przystanku na przystanek. Powrotny ze znizka kosztuje 24 funty. Jest przyjemnie mam, ciastka, doritos, kanapke i piw pare.

Dojazd wg. internetu z dworca kolejowego w Portsmouth do portu morskiego wydaje sie byc koszmarny i dlugi. Wiec za wczasu wydrukowalem mape satelitarna z naniesiona trasa przemarszu pieszego i postanowilem wykorzystac swa przygasajaca mlodosc do chyzego jej przemierzenia. Przygotowania okazaly sie zbedne gdyz droga zdaje sie byc doskonale oznakowana. I spokojnie mknie sie przez miasto kierujac tylko tabliczkami i drogoswkazami. Z dokladna informacja o pozostalym dystansie, co warto nadmienic. Na zdjeciu kibel.

Odprawa przemila, hala pelna rozbieganej dziatwy. Niektorzy testuja spiwory. Celnicy oblizujac sie zastanawiaja czy pozwolic mi wniesc moje jutrzejsze sniadanie. Piesi wdostaja sie na prom jako jedni z ostatnich. Po odprawie celnej, w glab promu wiezie nas zasapany autobus. Prom rusza po okolu 10 munutach i leniwie przemyka dokami miedzy chluba marynarki wojennej Wielkiej Brytani, a tych chlub naokolo dziesiatki. Nawet chluba lotniskowa. Na zdjeciu pan pozwolil sobie zrzucic cume.

Po osmiu godzinach, krzykow niemowlat, walajacych sie po calym pokladzie ludzi w spiworach i chrapania motocyklistow. Podnosze sie zawiniety w kurtke spod siedzenia i ide wybadac do informacji na ktorym pokladzie piesi maja zbiorke. Kosci rypia solidnie, lecz duch walki usilnie karze nie umierac.

Zsiadam z Hermana* i ide zwiedzac port.

Port jest za duzy wiec zwiedzam parking.

Parking jest za nudny, wiec jem sniadanie.

Potem przyjezdzaja Basia i Jason i nie musze juz pisac o porcie.

W Rouen jest tak samo jak bylo, pare lat temu, wiec sie usmiecham.

Katedry piekne, ludzi sczesliwi. Dobrobyt.

Skrzynki czerwone, furtki niebieskie.

Rosliny, sa.


Jest tez i frywolny posilek i jak zwykle spore ilosci alkoholu.

Pojechali wiec na lans.

A w ten sposob, zdrapujac, mozna cos wygrac.

Ninja byl.

To leica jest.

Mistrzowski pojedynek Waltera. Tylko on jeden potrafi sie skupic na walce kiedy pare metrow dalej mlodziency oddaja sie grze w kulki.

Tak sie parkuje. Samochody nie maja zaciagnietych recznych wiec najpierw popycha sie tego z przodu pozniej tego z tylu. Trzba tylko dbac by ten co stoi na poczatku nie wjechal na ulice.

Pozniej wieczorowa pora, zaczyna sie bardziej dostadna konsumpcja alkoholu.

Urocze konwersacje i naturalnie wodka uroku owym konwersacjom dodajaca.

Mow mi slina, to moja jedyna i podstawowa bron. Zaslinajac Ciebie kompletnie moge sprawic ze juz nigdy nie zobaczysz swiatla.

Potem nastepuje rozplatanie cumy i herman plynie z powrotem do UK.

Co nam bedzie kontenerowiec szpanowal...

Ludzie oddaleni od ladowej rzeczywistosci gineli na gornym pokladzie oddani swym marzeniom.

Herman jednak, nie jednostki kult swiecil. On wierny idealom calego narodu, parl w mrok, tnac duchy w poprzek by ich trzewia i kosci zgruchotane na falach porzucic.

A ten oto wycinek to smietnik na kolkach stojacy na stacji i czekajacy razem ze mna na ostatni pociag do Londynu. Dobranoc.

* Herman Spirit - nazwa promu

5 komentarzy:

n€x¤R pisze...

dawno nie bylo tak wyczerpujacej relacji. ladna wycieczka - tak mi sie zdaje, ze opowiadales o niej juz w polsze.. czy mi sie wydaje czy wpisy maja kilqtygodniowe opoznienie?

Inishi pisze...

Tak, to wlasnie ta wyprawa. Ale zeby tylko kilkutygodniowe phie, niektore to juz od roku dojrzewaja do wrzucenia :) Wrzucam tylko wtedy kiedy znajde w pracy chwile by przewertowac fotki. Srednio robie jakies 4-6 GB (700 plikow w gore)wiec rozumiesz jest to pracochlonne zadanie. A tak duzo pieknych rzeczy w poczeklani ehh....

Anonimowy pisze...

ciekawe opowiadanie...a zdjecia jak zwykle na 5+! x
K.

Anonimowy pisze...

Piękne zdjęcia Michale
:)

Anonimowy pisze...

t.r.a.s.h

 blogi