Najwiekszy park królewski w Londynie, prawie 1000 hektarów, 650 wolno pasących jeleni i saren, zwierzęta wodne, mchy, grzyby, pole golfowe i plac startowy dla latawców...


Ponizej, sarna pospolita japonska od strony zadu.
Tutaj pyszczek.
niedziela, 17 maj 2009
Richmond Park - Londyn
Autor:
Inishi
o
14:18
3
komentarze
Etykiety:
komuna sarnia 2009
niedziela, 10 maj 2009
Pomnik






"Life ... it is not measured by the number of breaths we take - but by the moments that take our breath away."
"Miarą życia nie jest liczba oddechów które nam towarzyszą, lecz momenty który zapieraja nam dech."
Autor:
Inishi
o
11:43
1 komentarze
Etykiety:
smierc,
wypadek
piątek, 3 kwiecień 2009
W dobie kryzysu















Czy dobilismy do bezwzglednego dna, na porytej dolkami plaszczyznie spadkowej zapytal motyleusz? To tylko wykresy, drogi euszu, ekonomia bez uzasadnienia teoretycznnie-statystycznego jest jak wysuszony lisc brzozy w albumie o ktorym nikt nie pamieta, nikt go nie chce, nie wyglada estetycznie poprawnie na pustej stronie,no i naturalnie nie sprawdza sie nawet jako zakladka, odrzekl glaskomlaskacz wykwalifikowany.
Krysys to dla mnie, zwolnienia to tu to tam. Nie osobiscie znanych osob, bo takowej osoby jescze nie uswiadczylem, ale takich jak panie kelnerki tu (bar Stockpot) i tam (Chelsea Bum). Ale sa tez i inne widoczne golym nie zaspanym okiem symptomy. Obecnosc szefow i ich udzial w obsludze klientow (oszczednosci szukanie) staje sie norma. Zamykanie pubow, sklepow na prestizowej ulicy King's Road (i to calkiem silnie stapajacych po ziemi marek jak Diesel) postepuje coraz brutalniej i kolejne witryny pustoszeja, ustepujac miejsca subtelnej plakietce z napisem "closed". Pojawia sie tez wiecej ofert na posilki pt. kombo lunchowe w cenach przystepnych w miejsach uprzednio cenowo niedostepnych. Napiecia w mediach, sa elementem codziennosci, o pracy rodakom odbieraniej, przez obrzydliwych emigrantow naturalnie. Reszta bez zmian. Ilosci bezdomnych bez zmian, korki jakie byly takie sa. Slonce swieci dobrze jest. Zwierzeta w parkach przyjaznie nastawione. Salami z tesco nadal niezjadliwe.
Spoleczenstwo naturalnie buntuje sie to tu to tam. A zwolnieni szefowie instutucji finansowych ani mysla o zwracaniu wielomilionowych odpraw wyskrobanych z budzetu panstwa w szczytnym celu ratowania gospodarki. Tzn, mysla, ale poza mysleniem jak donosza agencje prasowe, inne dzialanie nie wstepuje (np. Sir Fred Goodwin). O zwracaniu nie mysla tez inni pracownicy uraczani bonsuami, z tego samego bijacego, dobrocia spoleczna podatnikow, zrodla.
Szczyt G20, bo temat tez okolokryzysowy. Na "ratowanie" swiata przyznaczy sie 1.1 trylliona dolarow. Nie wyobrazalna. na umysl w Polsce zrodzony, kwota. Z bardziej wyobrazalnych materii, straty w czynniku ludzkim, czyli jedna ofiara smiertelna. Przyczyna zgonu, domyslnie naturalna. Jedyne co zaciekawilo to zastosowanie techningu kettelignu na masowa skale. Czyli policja otacza zwartym kordonem protestujacych i nie pozwala wyjsc przez pare godzin. I nie wazne czy protestant stary, czy musi do domu. Siusiu moze co najwyzej w bramie bankowej a i tak jak torsy policyjne rozstapia sie w koncu, bedzie musial dane osobowe zlozyc i zdjeciu fotograficznemu sie potulnie poddac
Moze i faktycznie troche od czapy ten wpis. Ale siedze w pracy, pije browara i musze cos z tym czasem zrobic. Adios!
Autor:
Inishi
o
16:56
1 komentarze
Etykiety:
ospalosc ziebi mocz przez zeby
wtorek, 3 marzec 2009
Niebo nad Brixton


Starzy lokatorzy pozostawili lokal w stanie ktory wystawil na powazna probe nasze zdolnosci adaptacyjne. Kran kapal, wlasciwie to nie kapal a sikal woda jak menel z rakiem prostaty, alfa-bojler, z ciepla woda nie sprawdzal sie wlasnie wtedy kiedy byl potrzebny no i grzyb henryk lazil po scianach jak oszalaly. A zapach...zapach potrzebowal prawie dwoch tygodni by sie wyniesc. Wlasciwie nie do konca jestem pewien czy sie juz wyniosl czy po prostu sie przyzwyczailem. Brixton jest przyjazne, na tyle przyjazne naturalnie, na ile zachowanie crackheada pod sklepem I kiedy mlodzierz nie strzela tylko spi. Pare dni temu znalazlem “cos” pod wykladzina. K przypuszcza ze moze to pieniadze, ja bym wolal zeby to byl jakis drug. Wiekszy profit ze sprzedazy. I od razu bysmy sasiadow poznali.
Autor:
Inishi
o
17:22
2
komentarze
Etykiety:
burdel,
przemoc,
przepona,
przeprowadzki
poniedziałek, 2 luty 2009
Weather report is snow
Sloane Square




Regent St.
Oxford Circus.

Preview fotek z Kambodzy, Siem Reap, swiatynia Baksei Chamkrong.
Autor:
Inishi
o
13:59
3
komentarze
Pamietam drogie dziecko taka zime w 2009
Post z wczoraj okazal sie proroczy. Metro sparalizowane, autobusy nie jezdza. A dzieci, mlodzierz i przybysze z cieplych krajow, szczesliwi, krzycza i zapierdalaja mi tutaj cali ubabrani w sniegu pod oknem, tam i z powrotem. Do szkoly nie trzeba jezdzic, siedze w domu, pije herbate..(?)






Gdzie herbata?
Autor:
Inishi
o
09:04
0
komentarze
Etykiety:
koniec swiata londyn 2009
niedziela, 1 luty 2009
Hussein Chalayan - from fashion and back
Poranek i pierwszy, w pelni na trzezwo, zaobserwowany swiadomie snieg w tym roku. I pada tak od usranego wieczora.

Hussein Chalayan - mocno cyberpunkowy fashion designer ktory w 2001 zbankrutowal z obiazeniami na laczna kwote 250,000 funtow, wyrzucano go z pracy, 3-krotnie wypowiadano mu umowy najmu studia. Aktualnie dyrektor kreatywny Pumy z tytulami Member of the Order of the British Empire i Design Star Honoree by TFG. Najbardziej znany z samotransformujacych sie mechanicznie haute couture i sukni opartych na technologii LED stworzonych we wspolpracy ze Swarovskim. Uwaga bo szumie.









I tutaj, moja ulubiona kreacja ustrzelona z nagranego pokazu. Cala zwiewna suknia tej wieszakowej, znika wciagnieta do wnetrza kapelusza, zostawiajac ja zupelnie naga i chyba troche zaklopotana na srodku wybiegu. Bajer.



Bangkok, Cambodia i wyspy sie robia. Cierpliwosci narodzie.
Autor:
Inishi
o
18:53
0
komentarze