I pojechal z powrotem do tej swojej Nowej Zelandii. I dobrze. Bo gnoja nikt nie lubil.
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Leaflet front gfx compo.
Zagadnienie. Szkic frontu do takiej duzej rozkladanej pierdolki.
Czas. Nie wieciej niz 10-15 minut na projekt.
Dozwolony doping. Kawa, tablety przeciwbolowe. Wibrujace pierscienie na penisa.



Reszta nie nadaje sie do publikacji :)
Autor:
Inishi
o
21:04
0
komentarze
niedziela, 27 stycznia 2008
Fulham palace rd.
Fotografie maja na celu ukazanie aktualnego stanu emocjonalnego osoby fotografujacej. To tytulem podpisu.

Muma to madra osoba. Podpowiedziala mi, ze jesli nie mam o czym pisac to moge tylko wrzucac zdjecia. Plawie sie w rozwazaniu nad blyskotliwoscia tego rozwiazania.
Autor:
Inishi
o
14:22
1 komentarze
piątek, 25 stycznia 2008
Synergy Project
Mala przypowiesc o cyklu imprez "The Synergy Project". Moze i zdawac by sie moglo, ze sporo naiwnosci tkwi w slowach plynacych z ust organizatorow ale atmosfera jest przepyszna. No i dylemat sie pojawil. Nastepny event wypada dokladnie tego samego kiedy w TurnMilsach zagra Astrix. Ehh Londyn...Dobrze ze juz jestem stary i nie mam takich rozterek co pare dni...
Autor:
Inishi
o
21:30
0
komentarze
czwartek, 24 stycznia 2008
7.1bn
To ciekawy news, choc krazy od poludnia. Societe Generale, jeden z najwiekszych i najstarszych bankow fancuskich, zostal zrobiony na sume 7.1 bilniona dolarow. Przez jednego z pracownikow ktory odpowiadal za prognozy rynku. Kolega, lat 30, pensja ponizej 100,tyś euro rocznie, otwieral pozycje na agresywnych funduszach kapitalowych za pomoca zawilego systemu swojego autorstwa z tego co zrozumialem. Gratulacje. Poprzedni gruby wyczyn nalezy do Nicka Leesona ktory doprowadzil do bankructwa Barings Bank, rozpierdalajac na futuresach 1.28 biliona $....
Autor:
Inishi
o
22:55
0
komentarze
Etykiety:
banki,
giełda,
pierdolenie
"nie dam sie kroic jakiemuś lamerowi z flakiem w slipkach za chuja warte poczucie bezpieczeństwa"

Jak by ktos chcial wiedziec. Czasem jest kryzys w tej branzy, moment zwatpienia, totalnej moralnej rozterki. Harry, nasz weteran, nie jedno w zyciu widzial, stwierdza ze to punkt zwrotny w karierze, albo sie odpada od razu albo ciagnie sie juz do konca. Nie ma polsrodkow, to jest za silne jebniecie. Mialem tak, po spotkaniu na planie z dziewczyna z Estonii. Zagubiona, bezradna wobec swojego leku, nawet przypudrowanie nosa nie pomoglo. Ciesze sie ze zabrala moje rekawiczki i tak jako jedyny z ekipy przejmowalem sie tym ze nie ma gdzie nocowac. Widzac taka osobe, czlowiek zadaje sobie pytanie, co musialo ja spotkac by wybrala wlasnie taka zyciowa droge.
Tym bardziej cieszy, ze i tu i tam trafiaja sie mimo wszystko ludzie ktorzy prowadza zycie, ktore wy nazwalibyscie "podlym", z czystym rachunkiem i ze swiadomego wyboru. I o tym wlasnie dzisiaj chcialem. Branza co prawda odmienna ale nie tak odlegla. Pamietnik prostytutkti. Czyta sie to z przyjemnoscia. I co chyba najwazniejsze, ani na chwile nie przebijaja przez jej slowa kwestia dylematu wyboru. Zycie swiadome w zgodzie ze soba to chyba to w czym kazdy z nas chcialby trwac. "Słyszałam, że każdy człowiek ma taki moment, kiedy czuje, że trafił na właściwą drogę i że ma ochote nią pobiec. Że odszukał swoje powołanie albo ono odszukało jego i że opłaca się zainwestowac całe życie w to, żeby tą droga iść. Taki orgazm mózgu. Coś jak śmierć spowodowana heroiną - wijesz się, rzygasz, srasz pod siebie, ale uśmiechasz się i chcesz krzyknąć, że juz nic więcej sie nie liczy" I to sa wlasnie piekne slowa.
Autor:
Inishi
o
22:38
0
komentarze
