Czego mialem sie spodziewac, ze pobyt ten tchnie we mnie inspiracje do powrotu, ze ujrze jaskolke przemian, promyk nadzieji dla tego wiednacego kraju. Gdzie tam, kubel zimnej wody na glowe, a w nim zlodziejstwo, chamstwo, buractwo i zawisc na kazdym kroku. Poza uroczymi przerywnikami, dni mijaly na skladaniu zeznan na komisariacie, uciekaniu przed dresiarzami, myciu zarzyganego przez sasiada parapetu i staniu w korkach. Dawno nie czulem sie tak zaszuty we wlasnym miescie, a moze w koncu caly ten syf ktory kiedys byl norma potrzbowal emigracyjnego obiektywizmu. Moze trafilem na zly okres. Sek w tym ze zly okres przypominam sobie od czasu kiedy nauczylem sie obserwowac swiat a wtedy bylo juz za pozno aby zamanifestowac pragnienie powrotu do embrionalnej pozycji glowkowej. Do tego prawie wszyscy zdajecie sie byc zestresowani, przewrazliwieni, dotarlo to do mnie kiedy uswiadomilem sobie jak zmeczony jestem wazac slowa podczas rozmow kazdego dnia. Na dzien dzisiejszy, zupelnie bez emocji, dokonujac trzezwej kalkulacji zostaje na wyspach jeszcze pare lat, nie wychodzi inaczej. Musze odreagowac ten wyjazd jakos.
Warsztat w Radzyminie. "Blekitny grom" uzdrawiany dotykiem przez kaplana Roberta.

Starowka i "o jaki niezly aparat" barbakan.

Radek.
Cala reklama w kraju to jeden wielki kibel albo cyrk barw i durnych hasel, az rzygac sie chce.
A'propos tematu. Fragment z oferty pracy jaka do mnie trafila:
"robota jaką czasem kochasz, a czasem nienawidzisz wraz z wynagrodzeniem odwrotnie proporcjonalnym do czasu spędzonego w pracy - bo dobry pomysł nie ma ceny"
Racja, swietnie, praca najwazniejsza. Co tam pieniadze, zycie prywatne i zdrowie. Wlasnie dlatego moi drodzy tutaj, Ci ktory maja najlepsze pomysly sa bezcenni a ich atuty wynagradzane sumami o ktorych mozecie tylko pomarzyc. Jak bardzo trzeba nieszanowac samego siebie by zgodzic sie na powyzsza oferte?
czwartek, 11 września 2008
Poland trip - Warsaw
Autor:
Inishi
o
20:39
1 komentarze
Etykiety:
autostrady ktorych nigdy nie bedzie,
jeki,
martyna poluje na ziemniaki,
wynurzenia
poniedziałek, 8 września 2008
niedziela, 24 sierpnia 2008
Wakacje
Sie rozpoczely. Od wczoraj. Topolina nad Narwia z Ania i Mikolajem. Moj ostatni pobyt w tym roku w kraju.










Wazka.
Dzieki wielkie, bylo super.
Autor:
Inishi
o
19:59
1 komentarze
Etykiety:
2008,
grilowanie,
narew,
polska,
przyroda
wtorek, 19 sierpnia 2008
Ciezki chleb
Weekend odbyl sie na nizinach ziem Francji. Nie mniej zanim pozwole sobie wstawic note fotograficzna wyspac musze sie solidnie. Ponizej fotka koncertowa, mojej przeukochanej death-metalowej formacji muzycznej. Tak sie ludzie bawia w UK. Hail!
numer na dzisiaj:
Lamb of God - Ruin
Autor:
Inishi
o
22:17
0
komentarze
Etykiety:
bolt thrower,
gigs,
stage diving
niedziela, 10 sierpnia 2008
Hastings
Miasto polozone w hrabstwie East Sussex, poludniowy wschod od Londynu. Nie pamietam ile jechalismy, 1,5h? Reasumujac, pieknie, ladniej niz w Brighton, klasyczny nadmorski kurort. Koniec.
Zaprawa sniadaniowa.
Odlot ze stacji London Bridge.
Wentylacja konczyn dolnych w pociagu.





Najlepsza ryba tylko w "Neptunie". Oto kwiat przyszybny z wnetrza.
Do ryby latal prawdziwy Supermarine Spitfire.
Rachunek za rybe.
Cukierek do rachunku.
Wyjscie do drzwi z dala od rachunku.
Co roku w sierpniu odbywa sie karnawal, i ida ulica tlumy dzielnie przebrane a publika wrzuca pieniadz majacy cel charytatywny, tudziez by cel charytatywny wspomoc.
Na przodzie pochodu, dosyc odwazne, czolg ciagnacy lodke.

Klasyczne sound-systemy.
Zastanawiala spora ilosc pitego przez urzytkownikow piwa. Zapewne na rozgrzewke.

Chcialem cos tutaj napisac, no ale ...po prostu nie da rady.
Naaapieeeerdalamy dziewczynki !!!
Jedna z uroczych uliczek tkiwiacych w glebi miasta.
Autor:
Inishi
o
16:09
0
komentarze
Etykiety:
Britain trips,
Hastings,
lubie spac w pociagu

























