wtorek, 31 lipca 2007

alley cat :)

Dzisiaj rozdziewiczenie miasta w kontekście rowerowania do pracy. Przygotowany byłem solidnie, mapki z dokładnymi koordynatami, trasa do pokonania, niecałe 20 km. Wyglądało nienajgorzej. Wynik końcowy, 2 godziny 40 minut zajęło mi to wszystko, 3 razy się zgubiłem, kilkanaście razy pytałem o drogę. To miasto jest popieprzone, szczególne kiedy nie wiesz które drogi są jednokierunkowe. Nie mniej wrażenia ultrapozytywne, 1/3 trasy wzdłuż kanału Regent's, jadąc tunelami pod mostami pełna kultura, wszyscy używają dzwonków by uprzedzić tych jadących z naprzeciwka. Jadąc w konwoju brzmi to bajecznie. Miasto nabiera zupełnie innej perspektywy, inaczej patrzy się na dystans, ale też inaczej na innych użytkowników drogi. Miłe jest to, że z całej tej chmary cyklistów nie dałem rady tylko trzem, mimo swojej mizernej kondycji i półrocznej przerwy. Wracając do domu, zmiana nastawienia, uznałem że delikatność i zgodność z topologią nie jest tu mile widziana i odpaliłem tryb hc. Tym razem na czuja na azymut, do tego jazda na czerwonym, na zderzaku autobusu, za kurierami i kolesiami na wyścigówkach, wbijanie się przed taksówki i łamanie zakazów. Od razu lepiej, tym razem 1 godzina 10 minut i jeszcze zdążyłem dwa piwka wychylić nad kanałem. Ten wynik da się poprawić ale potrzebuje jeszcze kasku, ochraniaczy, lepszej mapy i słuchawek żeby nie słyszeć jak trąbią :) Jeszcze się trochę cykam jak mi betoniara wyskakuje nagle z boku

Ale tak naprawdę wydaję mi się, to to jest właśnie idealny sposób na poznanie miasta. Londyn zaskakuje ogromna różnorodnością. Widać jak wyglądają poranne targi, jak ludzie spieszą sie do pracy, jak wyglądają budzące się do życia dzielnice pełne rezydencji i te trochę mniej wytworne.
Piękny jest podział na dzielnice stricte mieszkalne, City oraz historyczne trakty. Na koniec, zaliczony pub ukryty na uboczu w parku. Pełno rowerzystów, trawa skoszona w promieniu 30 metrów, by można było spokojnie się rozłożyć z piwkiem w reku. I nikt kompletnie nikt nie przejmuje się tym że kary za jazdę po pijaku bywają tutaj surowe a chwilę trzeba będzie wsiąść na rower i pognać do domu. Policja ma tu ważniejsze sprawy na głowie niż ścigać rowerzystów. I to napawa mnie rozkoszą.

 blogi