wtorek, 12 lutego 2008

Headhunterzy, agencje posrednictwa, inne wynalazki...

"Limitied opportunity at current company,...Considerable potential for career/personal development exists..new challenges, gaining new skills, changing location, day rate...blabla bla..." Takie skrawki, dzien w dzien, jak zepsuty kiosk box.

Czasem jak tak dzwoni jeden z drugim, a ostatnio zdarze sie po kilka telefonow dziennie o nocy nie wspominajac, mam ochote zafundowac im sesje ekstremalnego sado maso. Zeby tak np. wisieli za jaja pod sufitem w jakims skorzanym pokoju bez klamek z kawalkiem smierdzacej gumy w ustach. A dla niewiast o cudnym glosie sprzedac mocnego kopa prosto w jajnik. Przyklady ich chamskiego wrecz zachowania mozna by mnozyc w nieskonczonosc. Slowo przez nich dane nic nie znaczy a pojecie daty to jakas fikcja literacka.

Co ciekawe mimo zaledwie pol rocznego doswiadczania tego zjawiska nachalnej agitacji na rzecz potencjalnych pracodawcow, nie sposob sie na nich tak latwo uodpornic. Dzwonia, prosza, nagrywaja sie po pare razy, blagaja o jakies CV, kawalka portfolio, strzepka pozwalajacego skompletowac blyszczacego puzla dla klienta. No i dostaja, w koncu, bo polowicznie dobre serce posiadam, a i ciekawosc nie pozwala sobie odpuscic. A nuz coz na miare niegdysiejszych ofert z Gibraltaru czy Malty. I to samoboj jest. chwila zastanowienia, obserwacja z orbity okoloziemskiej pozwala zasmakowac w zmianie podejscia. kiedy juz wytlumimy brzeczacy w uszach glos HH ktory nawet gowno potrafil by sprzedac jako proszek do prania, pojawia sie gorzkie uczucie obrzydzenia. Bo tak naprawde traktuja Cie jak mieso. Nie sluchaja co masz do powiedzenia, kim jestes, kim chcesz byc. Oni nie widza w tobie czlowieka. Dla nich jestes brzeczaca prowizja, dla ktorej zacpaja sie kokaina na smierc siedzac na telefonie pare nocy pod rzad. Mam od tego W gardle kwasny posmak tresci rzoladkowej...



Pamietna rozmowa Kostrzewskiego z ksiedzem, wlasnie tutaj.

Brak komentarzy:

 blogi