















Wg danych pewnego zacnego miesiecznika o marketingu. Nasza kampania dla telewizji Sky jest najlepiej spolecznie rozpoznawalna kampania telewizyjna w tym roku w UK. Na drugim miejscu Leo Burnett potem Abbott Mead Vickers BBDO, potem cala reszta gdzies tam na koncu z TBWA i Mother. Czy w polsce mial bym szanse uczestniczyc w czyms podobnym? Nie sadze. W Polsce sral bym sie z mianowanymi na szefow dzialow marketingu ludzmi o niebalanej przeslosci. Np z bylym rozwozicielem ziemniakow, bratem/zieciem/kuzynem innego dyrektora. A nad glowa wisiala by ta dramatyczna niepewnosc, czy trafie na jeden z nieleicznych 10% konkursow, ktory moze przez przypadek nie jest jeszcze do konca ustawiony.
czwartek, 9 października 2008
Londyn 35mm
Autor:
Inishi
o
22:27
6
komentarze
Etykiety:
35mm,
analogue london,
pentax
środa, 8 października 2008
Fizjologia Rzeczypospolitej.
Zauwazylem, ze zle trawie. Jakos tak krztusze sie jedzeniem. Czasem cos wypluje przez przypadek, opluje monitor a czasem tylko sie zadlawie. Czytam newsy z Polski w trakcie lunchu.
Czytalem kiedys komentarze czytelnikow, teraz nie czytam ich wcale, staram sie czynic to coraz rzadziej. W temacie komentarzy jest naprawde grubo, wiec moglbym zrobic sobie krzywde przez przypadek.
Coraz mniej tesknie za cyrkowa aura, za obledna nienormalnoscia, za wykoslawionym krajem. Oblakany prezydent ktory wetuje ustawy rzadu, rzad ktory nie robi nic oprocz dbania o PR wlasnej dupy. Wszyscy kradna, napierdalaja sie albo co zyja napedzani zawiscia i narzekaniem. Nikt nie mysli o powaznie o emerytach, takze tych przyszlych, reformie sluzby zdrowia, o uproszczeniu i uaktualnieniu do wspolczesnych standardow prawa, jego egzekwowaniu. Nikt nie dba o prawa pracownikow (ostatnia nowelizacja o czasie pracy pieknym przykladem jest tutaj), o to by oplacalo sie zatrudniac i by zatrudniac calkowicie legalnie. Nikt nie dba o pacjentow ktorych nie stac na prywatne leczenie, nikt a juz tym bardziej lekarze, nie zamierza ich szanowac. Nikomu nie zalezy by istnialy autostrady, a w stolicy obwodnica i metro z prawdziwego zdarzenia. Nikt nie chce by bylo czysto, bezpiecznie, nie smierdzialo i bylo choc troche ladnie. Nikt nie chce jezdzic bezpiecznie i nie zabijac swoja glupota i chamstwem innych, byc mily dla obcej osoby a juz na pewno nikt ale to absolutnie nikt nie chce sie z tego pociagu wychylac. Bo zaraz cala pozostala jeszcze przy zyciu reszta utrze mu nosa.
Czy to jest wlasnie tak jak sobie wyobrazilem? Ze jesli nie ma juz ratunku to musi byc tak ze wszytko najpierw zgnije, zparfocieje, obumrze a moze pozniej za pare lat wyrosnie w tym samym miejsciu piekny kwiatek?

Choc moze za duzo bym chcial, na takiej glebie to moze jakis mech ladny albo chociaz pokrzywa. Na zdjeciach zaproszenie.
Autor:
Inishi
o
21:06
1 komentarze
Etykiety:
Syf syfiasty zarzygany a fee
środa, 17 września 2008
Inhuman Beast

Zgodnie z naukami mistrzow chinskich, aby odnalezc w sobie sily witalne niezbedne do dalszego zycia, rozpocząlem miesiac harmonii z wlasnym cialem, relaksu, uporzadkowania i odpoczynku. Pierwsze symptomy uspokojenia pojawiaja sie juz dzisiaj. Mialem kupic papier toaletowy by uzupelnic deficyty, lecz zamiast isc do sklepu, z przyjemnym uczuciem triumfu intelektualnego, zgarnąłem pare rolek z kibla w naszym biurowcu. Po co szukac daleko jesli wszystko jest na wyciagniecie reki.
Autor:
Inishi
o
21:53
1 komentarze
Etykiety:
feng szuji,
jaws,
szczeki 3,
terminator
poniedziałek, 15 września 2008
France trip
Dzisiaj na kolacje, wycieczka do Rouen. Aby jej dokonac mieszkajac w Londynie nalezy:
- dojechac pociagiem do miedzynarodowego portu morskiego w Portsmouth.
- poplynac promem do La Havre (8 godzin w jedna strone, 5 nie wiedziec czemu w druga)
- dojechac do Rouen
- siedziec i juz sie jest
Prosto z pracy na stacje Waterlooo. Potem do sklepu. I juz wygodnie siedzie w drugim wagonie. Pociag pustoszeje z przystanku na przystanek. Powrotny ze znizka kosztuje 24 funty. Jest przyjemnie mam, ciastka, doritos, kanapke i piw pare.
Dojazd wg. internetu z dworca kolejowego w Portsmouth do portu morskiego wydaje sie byc koszmarny i dlugi. Wiec za wczasu wydrukowalem mape satelitarna z naniesiona trasa przemarszu pieszego i postanowilem wykorzystac swa przygasajaca mlodosc do chyzego jej przemierzenia. Przygotowania okazaly sie zbedne gdyz droga zdaje sie byc doskonale oznakowana. I spokojnie mknie sie przez miasto kierujac tylko tabliczkami i drogoswkazami. Z dokladna informacja o pozostalym dystansie, co warto nadmienic. Na zdjeciu kibel.
Odprawa przemila, hala pelna rozbieganej dziatwy. Niektorzy testuja spiwory. Celnicy oblizujac sie zastanawiaja czy pozwolic mi wniesc moje jutrzejsze sniadanie. Piesi wdostaja sie na prom jako jedni z ostatnich. Po odprawie celnej, w glab promu wiezie nas zasapany autobus. Prom rusza po okolu 10 munutach i leniwie przemyka dokami miedzy chluba marynarki wojennej Wielkiej Brytani, a tych chlub naokolo dziesiatki. Nawet chluba lotniskowa. Na zdjeciu pan pozwolil sobie zrzucic cume.
Po osmiu godzinach, krzykow niemowlat, walajacych sie po calym pokladzie ludzi w spiworach i chrapania motocyklistow. Podnosze sie zawiniety w kurtke spod siedzenia i ide wybadac do informacji na ktorym pokladzie piesi maja zbiorke. Kosci rypia solidnie, lecz duch walki usilnie karze nie umierac.
Zsiadam z Hermana* i ide zwiedzac port.

Port jest za duzy wiec zwiedzam parking.
Parking jest za nudny, wiec jem sniadanie.
Potem przyjezdzaja Basia i Jason i nie musze juz pisac o porcie.
W Rouen jest tak samo jak bylo, pare lat temu, wiec sie usmiecham.
Katedry piekne, ludzi sczesliwi. Dobrobyt.
Skrzynki czerwone, furtki niebieskie.
Rosliny, sa.
Jest tez i frywolny posilek i jak zwykle spore ilosci alkoholu.
Pojechali wiec na lans.
A w ten sposob, zdrapujac, mozna cos wygrac.
Ninja byl.
To leica jest.

Mistrzowski pojedynek Waltera. Tylko on jeden potrafi sie skupic na walce kiedy pare metrow dalej mlodziency oddaja sie grze w kulki.
Tak sie parkuje. Samochody nie maja zaciagnietych recznych wiec najpierw popycha sie tego z przodu pozniej tego z tylu. Trzba tylko dbac by ten co stoi na poczatku nie wjechal na ulice.

Pozniej wieczorowa pora, zaczyna sie bardziej dostadna konsumpcja alkoholu.

Urocze konwersacje i naturalnie wodka uroku owym konwersacjom dodajaca.

Mow mi slina, to moja jedyna i podstawowa bron. Zaslinajac Ciebie kompletnie moge sprawic ze juz nigdy nie zobaczysz swiatla.
Potem nastepuje rozplatanie cumy i herman plynie z powrotem do UK.

Co nam bedzie kontenerowiec szpanowal...
Ludzie oddaleni od ladowej rzeczywistosci gineli na gornym pokladzie oddani swym marzeniom.
Herman jednak, nie jednostki kult swiecil. On wierny idealom calego narodu, parl w mrok, tnac duchy w poprzek by ich trzewia i kosci zgruchotane na falach porzucic.
A ten oto wycinek to smietnik na kolkach stojacy na stacji i czekajacy razem ze mna na ostatni pociag do Londynu. Dobranoc.
* Herman Spirit - nazwa promu
Autor:
Inishi
o
20:27
5
komentarze
Etykiety:
France,
herman spirit,
kopuluacja samochodów,
La Havre,
Portsmouth,
promy z UK,
Rouen,
tralalala