czwartek, 8 listopada 2007

wtorek, 6 listopada 2007

Nie dlub w nosie!

bo beda Cie pozniej ogladac na blogu...

Satisfactory sexual intercourse

Cos takiego jest w czlowieku, ze potrafi pod w napietej sytuacji wskrzesic w sobie poklady kreatywnej energii. Na swoim przykladzie zauwazam, ze kiedy deadline projektu jest gdzies nad ranem, siedzenie przez pol nocy samowyzwala chemiczny dopalacz ktory bije sie echem jeszcze przez caly dzien. Inna sprawa. Nie ma chyba nic przyjemniejszego niz, siedziec w srodku nocy oddajac sie tworzeniu, saczyc piwko, delikatnie dzwieki cedzic z glosnikow. Kiedy cale miasto nie zakloca spokoju, wypompowujac sie snem. Wtedy to wlasnie, kiedy nikt nie zaglada przez ramie, wykluwaja sie mysli dla ktorych nie ma miejsca za dnia.

Wczoraj wieczorem dostalem szanse zaprezentowania sie dla pewnej agencji. Ponizej screenshot ich paginy. Klikajac na butelki, oprozniamy ich zawartosc, taki jest mechanizm. Trzeba bylo jakos nawiazac. Maciek dostal czapke, butelki kupilem za rogiem. W srodku przeskakujac po kolejnych stronach portfolio, mamy animacje z lotu ptaka, w ktorej butelka, zbliza sie do glowy. Konczy sie to wylaniem resztek na prace.

Dzisiaj z rana dostalem nfo, ze lykneli.

Prawie jak na wojnie...

W Londynie prawo egzekwowane jest nad wyraz skutecznie, masz zle zaparkowany samochod. Przybywa laweta i szukaj wiatru w polu.

Ledwo wpadlem do domu a tu bijatyka o fure. JAkis afroamerykanin ze swoim Volvo 740 vs dwoch panow w kamzielkach kuluodpornych i wielka laweta z dzwigiem. Szarpia sie, gryza, zabrali mu portfel. No to wkraczam.

Zmieniam na tele. Przypinam sie do okna i foce. Potem zbiegam na dol i przez otwarte drzwi. Bodbija do mnie lysy kark. PAre grozb. "Kasuj fotki, pokazuj" wola kumpla, chwila zamieszania. Rzuca na odchodnym, ze zrobi mi zaraz wjazd na chate z powrotem i wraca na arene. Troche grozy jest, czy jak wyjde z rana do pracy, nie obija mi ryja przypadkiem. Nie mniej jest dynamicznie i ozywczo :)

czwartek, 1 listopada 2007

Nowe przyszlo

Pierwsze nowe to, to ktore przyszlo do mnie w pudeleczku. I to nowe ma 40-150mm, oraz f 3.5-4.5. Drugie nowe to Kaszanka ktora przybyla do Londynu zbawic bankowosc dla naszych rodakow. Wczoraj pilismy, z przerwami na rozmowe. Trzecie nowe, to od kiedy slucham polskiego hh, kobiety rzucaja sie na mnie w metrze. Nawet do marynarki krok musi byc nisko a styl powloczysty, a zucie gumy utrzymuje rzuchwe w ciaglej gotowosci do zadania ostatecznego ciosu. Zdjecia pochodza z nowego, podczas pierwszych testow szpiegowskich. Nowy jest ciemny i ostry jak jakis przedrogi chujwieco narzad optyczny. Kolory jak to w Olku. Ide sprawdzic czy zaczeli remontowac kibel...

poniedziałek, 29 października 2007

The Beatbox Choir

I tak zostalem na tym fotelu kinowym, z kazda koscia polamana otwarcie co najmniej w trzech miejscach, z wylamanymi rozrzuconymi na okolo palcami, glowa wyrwana z szyji, zwisajaca do tylu na kawalku miesnia. A kapiacy ze szcztakow tego co kiedys bylo czaszka, mozg, bezwiednie mieszal sie z zastygajaca na dywanie krwia.

Shlomo, Zani, Bellatrix i Spitf'yathe czolowka brytyjskiego beatboxu kontra Swingle Singers, swingujacy oktet. 6 tygodni wytezonej pracy, zwienczonej wystepem na Beatbox Convention.
Od momentu pierwszego spotkania, przedstawienia muzycznych orezy, poprzez szukanie wspolnej drogi i chwile zwatpienia. Beatboxerzy a cappella i chor uczacy wskrzeszania z krtani drumow. I tak jak powoli rodzi sie, z na pozor chaotycznego ciala, pelna symbioza zdolna do idealnego funkcjonowania bez wachania mierzaca sie z czyms co jazzie nazywamy "jam sesion".

Pare momentow jest wgniatajacych. Np. kiedy
padaja pytania do czego to zmierza, pojawiaja sie pierwsze watpliwosci, czy uda sie cokolwiek wspolnie stworzyc. Shlomo zarzadza by wszyscy odwrocili sie do siebie plecami i milczeli. Po 10 sekundach, pojawiaja sie glosne oddechy, westchniecia, jakies efemeryczne dzwieki, powoli wchodza kolejne warstwy choru i polamane rytmy na miare Afexa.
I wszystko pierwszy raz w zyciu. To jest wlasnie sila tego dokumentu. Widzowi w pelni udziela sie proces tworzenia. Kolejne elementy ukladanki zaskakuja i mechanizm powoli niczym tryby wielkiego prastarego zegara, skrzypiac, zaczyna obracac wskazowkami. By juz nigdy wiecej sie nie zatrzymac.


tutaj trailer:


a tak wyglada jam:

niedziela, 28 października 2007

Southbank Centre trip

Dzisiaj badalem wystawe "The painting of modern life". Byl Sasnal i Warhol. Technicznie i wizjonersko bez fajerwerkow. Zostaje w glowie tylko Franz Gertsch laczacy fotorealizm z jakimis sitodrukowymi bajerami. Z przyjemniejszych rzeczy, zostal bilet na jutro na pokaz "The Beatbox Choir". Reportaz o projekcie Shloma i the Vocal Orchestra, ktory mial z zalozenia byc pierwszym na swiecie Beatboxowym chorem. Kurwa ale leje.

 blogi