Znacie goscia na pewno, slynne wideo krazylo kiedys jako Kolla2001, zapis freestyle compo z Kolaboration w 2001. Moze to zadna nowina ale w ten sposob swiat uslyszal wlasnie o Elsewhere, czlowieku ktory do dzisiaj uwazany jest za najwiekszego propagatora stylu Liquid. Choc, nazwanie tej formy ekspresji tanecznej stylem bylo krzywdzace to jak do tej pory zadne slowa poza Floating, Waving czy Rails nie kresla nam blizej natury tego zjawiska. Jak to pieknie ktos napisal, "Jesli pojawia sie na ziemi kosmici, chce zeby jednym z przedstawicieli ziemi ktory ich powita byl David Bernal".
sobota, 19 kwietnia 2008
Liquid
sobota, 29 marca 2008
O tym co na scianach
Taka nowa obserwacja. Wystepuje tutaj w miescie nawalnica magazynow, portali, newsletterow, taka klasyczna bezplciowa mieszanka reklamowa dla krzyczacej popkultury. I gowno to wciska sie absolutnie wszedzie. Ale ku mojemu zaskoczeniu, tak naprawde wiekszosc zjawisk natury filmowej, literackiej, czy muzycznej, i co warte zaznaczenia mowie tutaj o rzeczach naprawde wartosciowych, wykorzystuje do swej promocji zupelnie inne medium. Sa nim podziemne sciany metra.
Ciekaw jestem czy kryje sie za tym jakas dluzsza tradycja, czy tez taka wlasnie odrobine filantropijna role wobec sztuki narzuca "tubie" spoleczenstwo, ale poza nielicznymi reklamami bankow, nowych marek wina czy piwa, objetosciowo dominuje wlasnie taka tematyka. Wystawy, ksiazki, wydarzenia teatralne i muzyczne, kino, to wisi na plakatach i banerach. Ale wiszenie, wiszeniem, pora zapytac czy to dziala.
Przekladajac to na siebie, na osobe ktora jest kompletnie niszowym i odpornym na marketing targetem, moge bez zazenowania stwierdzic ze rola tego outodoru w wypadku kiedy mam dokonac wyboru spedzania wolnego czasu, jest ogromna. Co gorsza, sklamal bym mowiac ze moje zaufanie do tego medium nie rosnie. A powod jest dosyc prosty, o filmowych premiarach, nadchodzacych wystawach dowiaduje sie nie z mailigu filmwebu czy ze stron timeout.com'a ale wlasnie ze scian. I sa to rzeczy na poziomie, smakowite kaski ktore wspominam jako najprzyjemniejsze doswiadczenia w danym roku. Wiec czemu nie? O samej jakosci materialow graficznych wypadalo by wspominac, i nie zgodze sie z twierdzeniem ze w Polsce mozna spotkac prace na podobnym poziomie. Moze kiedys, 40-50 lat temu kiedy triumfy swiecila stara szkola plakatu, recznie dziargania przez zawodowych plastykow. Ale teraz, kiedy potrafimy robic juz tylko polskojezyczne adaptacje?
A wiec, kiedy nie wiesz co robic, nie masz pomyslu na wieczor czy weekend, przejdz po paru stacjach metra. Bez trudu cos dla siebie znajdziesz. Tylko bynajmniej nie probuj tego w Warszawie, to metro ma z dupy odmienna tozsamosc.
The Orphanage, (pl: Sierociniec), ostatni podyktowany londynskim metrem wybor filmowy. Film z genialnym finalem, wielowymiarowy, taki po ktorym, i do ktorego kazdy z nas moze dopisac sobie swoja wlasna interpretacje. No i Fernando Velasquez, pieknie z pierdolnieciem poprowadzil szwadron smyczkow.
Autor:
Inishi
o
16:43
1 komentarze
Cumulusy nad Londynem
Coz za bezlitosna szarosc.
A tu Pani Redaktor w ostatnich migawkach w Ladku w trakcie doczesnej podrozy do Listiszee.
Aneta wcale nie jest zle...
Nie jest, mowie :)


Barierka na tylach Tower of London
A tu kuwa na balustradzie Hayward Gallery
No nie jest, zle definitywnie.
Autor:
Inishi
o
15:43
3
komentarze
Etykiety:
bracia mroczek
wtorek, 25 marca 2008
poniedziałek, 24 marca 2008
I'm not one of those "salad eatin' bitches"
Oto relacja z dzisiejszego wydazenia sportowego sponsorowanego slowem i mysla przez pania redaktor. Polowa worka ryzu basmanti z przyprawami i olejem zagotowana a pozniej zzzarumieniona cebula i czosnkiem. Przecier pomidorowy (jako substancja wyjsciowa) rozcienczony zagotowany z pieczarkami i dobina czosnku do zmiekczenia i nasycenia smakowego. Na koncu do pierwszego jajka. Drugim przykryc. Trzecim dodac mozzarelli na calosc. Czwartym przyprawic odgornie wg uznania. Np wegeta, oregano, majeranek. Pomidorkiem dobrze by bylo ale podsmazonym delikatnie raczej taka obserwacja. Wstawiac, do bunkra i karnie dzialaniu temperatur poddawac. no i "That look better than yo momma's titties". Bonusowo salatka z dupy wzieta. W miedzy czasie duzo piwa na ewentualne znieczulenie.

Tak to wlasnie skonczylo. Poprosze o wystawienie noty rewizyjnej tytulem oceny zadania domowego. Coz moge dodac od siebie. Mozna wiecej jajek (teraz bylo 5), oraz jakis element rozpraszajacy jak krewetki albo brokuly z kaparami czy cos bo zbraklo dominanty smakowej. Zdecydowanie bazylia zamiast przedawkowanego oregano. Jak to sie wogule nazywa?? and "You can use yo own fork cus i dont no where ur mouth been!"
Autor:
Inishi
o
22:36
3
komentarze
niedziela, 23 marca 2008
Nie bylo
Pojechalem kupic bilet, nie bylo.
Chcialem kupic ksiazke, nie moglem.
Mialo nie wiac w uszy, a wialo.
Mialem dzis pracowac, spac pojde.




Autor:
Inishi
o
21:13
0
komentarze
A dime-bag of oregano, biatch!
Z racji, ze pozbylem sie mojej ksiazki "Gotowanie dla osob samotnych" musze korzystac z poradnikow itnernetowych. Oto moj faworyt, seria prowadzona przez Coolia.
SHAKAZULO Mothafucka...
Autor:
Inishi
o
14:08
0
komentarze