No coz, z racji niedawnego pobytu w polandzie, doglebnie przekonanie moje o drozyznie polskiej zostalo utrwalone. Wszystko poza truskawkami i pomidorami (jeszcze) jest drozsze, od ciuchow (o 5% do nawet 30%) po elektronike i tlen. Nie wiem jak miliony polakow radza sobie z galopujaca inflacja i oczywista pazernoscia handlarzy ale ja bym sobie, bedac emerytem w klasycznym bidulczym modelu, z tym ciezarem nie poradzil. Polozyl bym sie pod jakims krzewem i najzwyklej w swiecie umarl z glodu.
U nas w UK dobra spozywcze leza na ulicy.
Kwiaty, sa wszedzie i obserwuja ludnosc.
Klasyczna wyprz, nie tam jakas 10%-20% ale z grubej rury 50%-70%.


Uczestnik wyprzy musi sie dozywiac w trakcje dzialan operacyjncyh.

A potem jedzie do domu. I blokuje tymi zasranymi torbami cale schody, wszystkim ludziom, na calym swiecie.
czwartek, 7 sierpnia 2008
Wielka wyprz
Autor:
Inishi
o
22:33
1 komentarze
Etykiety:
inflacja,
plny,
wielka wyprz
czwartek, 31 lipca 2008
Isle of Wight
Z Londynu 2.5 godziny pociagiem do Portsmouth, potem przeprawa promem przez ciesnine Solnet, do mielizny w Ryde a z tamtad starymi wagonami metra prosto do Sandown i Shanklin.
Wagony w Ryde zbieraja plankton z katamaranow a potem kursuja po dlugim na 1.5 km molu.
Stacja w Shanklin.



Zjazd do zatoki Alum.

Nie wazne, ze 30 stopni w cieniu. Twarz tych Pan musi zostac zakryta.
W tle The Needles czyli tnace niebosklon kredowe skały z bajerem w postaci latarni.











Wejscie do podziemnego tunelu, nalezacego do kompleksu fortyfikacji obronnych z czasow II w.s.




Autobus do Shanklin.
Wlacznik swiatla w Shanklin.
Krzesla ogrodowe w Shanklin.
Shanklin Chine, glowna atrakcja utystyczna miasta po Old Village. Gleboki i dlugi wawoz ciagnacy sie do samego morza, przecinany strumieniem. Spacer przebiega miedzy egzotycznymi roslinami, po drewnianych mostkach i wsrod dyskretnie mieniacych sie reflektorow. Miejsce magiczne, krolowa Wiktoria miala przy ujsciu wawozu prywatna wanne, co umozliwialo jej zapewne lojenie szampana w bablach z pieknym widokiem na morze. Raj na ziemi, a przy samym morzu browary w pubie.




Sushi.
Nie wiem jak to dziadostwo nazwac, wiec nazwijmy swojsko "Alfa rafa".
"Widzisz dziecko, tutaj sie samczyk schowal. A schowal bo samica jest dwa razy wieksza i czterdziesci razy szybsza. Zjada wszystko. Wlasne dzieci i kamienie. Dlatego taki wystraszony."
Molo w Sandown. Dokladna kopia tego z Brighton. Troche wesolego miasteczka, salony gier i paczki z dziurka. Smierdzi.


credits to K.
Autor:
Inishi
o
03:32
0
komentarze
Etykiety:
Alum,
Britain trips,
Isle of Wight,
kuwahara w trasie,
Ryde,
Sandown,
Shanklin,
Shanklin Chine,
The Needles,
Ventor