
Weekend na wyspie Wight byl mowiac jezykiem młodzieżowym w "cipke". Odpoczne pare dni to wrzuce jakies mieso fotograficzne.
poniedziałek, 28 lipca 2008
Weekend preview
Autor:
Inishi
o
01:04
1 komentarze
wtorek, 22 lipca 2008
Canary raz jeszcze
Autor:
Inishi
o
19:51
0
komentarze
Etykiety:
canary wharf,
experimental photo,
night sesion,
The Deeper Side
niedziela, 20 lipca 2008
Troche Canary Wharf
















Tak, wlasnie takie odhumanizowane klimaty. Inspirowane dzieki Ntnl'owi muza z Drone Zone w polaczeniu z nasluchami kanalow radiowych policji, strazy pozarnej i ATC.
Autor:
Inishi
o
20:53
5
komentarze
Etykiety:
aliens,
business centre,
canary wharf,
dark ambient,
docklands,
doki portowe,
drone zone,
fallout,
kręta droga,
mrok,
police scanners
Troche pytan
Kolega z krakowa zamiescil kiedys w czelusiach forum dyskusyjnego wp takie oto pytanie:
"wybieram się do rodziny w prawobrzeżnej Warszawie ...
nie wiecie jakie tam panują warunki ? czy jest swiatło?
czy jest gaz ? a co z aprowizacją ?"
oto dwie z odpowiedzi:
"Gdybyście tam mieli telefony mógłbyś zadzwonić i się zapytać."
"Obawiam się, że musi pan zabrac ze sobą jakies konserwy, latarke- zapasowe baterie, namiot, maczete, strzelbę... a najlepie sprzęt potrzebny do przetrwania w dżungli gdy wybieramy się do miejsc zamieszkanych przez Indian (ludzie są tam strasznie dzicy i prymitywni). Identyczna sytuacja panuje w lewobrzeżnej Warszawie. Byłem tam w zeszłym roku. Znajomy, który był Ameryce Północnej i widział Plemiona Indian m.in.Czarne Stopy (Siksika)oglądając zdjęcia z mojej wyprawy bardzo mi zazdrościł.
PS
Dodam, że jeżeli chce się pan wybrać do Warszawy proszę się zaszczepić na malarię. Ciekawostką jest to, iż plemienia tam zamieszkujące zajadają się zupą z małpy, a głównym zajęciem ludzi jest łapanie ropuch."
Autor:
Inishi
o
11:30
0
komentarze
Etykiety:
bufetowa,
cycaty,
forum wp
sobota, 19 lipca 2008
Troche sosu..
10-12 godzin, pracy dziennie, w czwartek do 1:30 w nocy. Kiedy wracałem, taksówkarz musiał mnie budzić. W piątek prezentacja u klienta na której miało mnie nie być, dowiaduje się, że wszystko do dupy, zero nawiązania do briefu, dwadzieścia parę tablic z pleksi i tydzień pracy można o kant dupy potłuc. Wracam do biura. Rozpierdol totalny. Zgrzyt, z wykorzystaniem tajnych prototypów w prezentacji, smród niesie się aż do samej góry, ktoś mówi, że polecą głowy. A potem już lawina, że nie wolno brać kluczy, że trzeba dzwonić w nocy, że kibluje dzisiaj, że wiszą projekty, wszystko trzeba raportować, blah blahblah. Nie po to wypruwam sobie flaki by później słyszeć takie teksy, uświadamiam w tym traffica, na tyle delikatnie na ile potrafię, ale dziewczyna i tak zaczyna płakać... parę chwil później biorę marynarkę i wychodzę biura, nawet sie nie wkurwiłem...


Siedzę wieczorem w pubie nad tamizą, kuchnia zamknięta, na kolacje chipsy, garść oliwek i 2 piwa. Pięknie i spokojnie.
Autor:
Inishi
o
13:57
0
komentarze
Etykiety:
people behind advertising








