"Alive In Joburg"By Neill Blomkamp (SpyFilms).
Takie to wlasnie rzeczy chcialo by sie robic. Zapozyczenia z Patlabora (vel "Tera Vaal"), GITS'a, calej klasyki intelignetnego cyberpunku z domieszka Lovecrafta. Prawdopodobnie ten czlowiek bedzie robil film na kanwie "Halo".
Wracajac do tytulu.
To jakas bzdura z tym poniedzialkiem, mialem dzisiaj jeden z piekniejszych dni w pracy, w metrze kobiety same ustepuja mi miejsca, atmosfera przednia. Zaczynam nawet doceniac materie muzyczna ktora do tej pory byla dla mnie niezbyt klarowana. I gdzie tu niekorzystny uklad planet? Moze oscylator gieldowy jeszcze na tym zbudowac?
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Bloody Monday
Autor:
Inishi
o
22:02
0
komentarze
niedziela, 20 stycznia 2008
piątek, 18 stycznia 2008
Pokazala jak pachnie i poszla
Faktem jest, dawno nie ladowalem sie w jakies radykalne gowno. Szukam nowej pracy, wiode spokojny starczy zywot. Sielanka jak w Parangaricutirimicuaro*. Az tu nagle. Za darmo, ma krew zmieszana z potem bedzie kapac miarowo. To na pewno. Dawno nie pracowalem za sama idee, uczynienia swojego swiata, tudziez zycia innych osob ciekawszym i byc moze lepszym. I przyrzekalem sobie nie czynic tego wiecej. Bo to w sumie ciezkie zajecie. Ale w robieniu rzeczy z niczego i jeszcze dostawaniu za to co najwyzej pochwal, mam doswiadczenie spore. No coz, niektorzy sa stworzeni do repetytywnego czynienia sobie wbrew, wiec moze by tak, znowu...?
* miejscowosc w Meksyku
Autor:
Inishi
o
00:00
0
komentarze
wtorek, 15 stycznia 2008
Czeluście Przeznaczenia

Jeśli czytać wiersz bez wersu z samobiczem to ma on jasny i prosty sens. Dwa możliwe rodzaje samobójstwa, jeśli jedno się dokona wykluczy istnienie drugiego. Rzecz prosta, ale ta sofistyka pokazuje względność istnienia alternatywnych możności, względność naszych personifikacji abstrakcyjnych pojęć. Czy doszedłem już do krańców analizy? Dlaczego stoję? czy zatrzymałem sie już na zawsze?
Niebiosami maluczki w poswiacie kroczacy, piekny moj Ci On. Poczulam powiew. Zapne sie pewniej, czy zechce mnie zabrac dzis ze soba?
Niczym samotna zagubiona pieknosc...Jestem niespokojnym ale stłumionym duchem. Szyk i elegancja to moje credo. Ah, przestań, mały draniu, nie przekomarzaj sie tutaj ze mną. Ciemny fiolet z mocnym granatem, przestrzelony czyms na ksztalt zlota w odcieniu Ojca wielebnego. Toć pasowałam pod okular.
Niczym Syzyf, brne ku światłu, budująć czeluścii swej lodówki...a może i kreując jakąś głębsza biegnąca równolegle treść? Byle tylko utrzymać równomierny krok.
Moj okret, to moj dom, moj ster to moj brat...Eh gdybyś wiedział jaki ze mnie postrzelony wariat.
Cieplo mi na twoj widok kotku...Chciała bym Cię tak mocno, mocno uścisnąć.
Komora ze szklachetnego drewna, a w niej me skarby, marzenia i zamknięty cały świat w moebiusowej nieskończoności.
Nie jeden chleb już dziś poniosłem no a i gdzie jest kres mojej wędrówki? Czy ta piękna niewiasta mogła by mi pomóc?
Właściwe zrozumienie sposobu, w jaki funkcjonuje nasz umysł, bardzo ułatwia zrozumienie Pustki. Czy powinnam się z tym zmierzyć?
A ty moja droga....Kiedys bedziemy razem zobaczysz mała...i wtedy przyniosę Ci kubek ciepłego mleka z miodem...
Autor:
Inishi
o
22:35
3
komentarze
Etykiety:
mrok
niedziela, 13 stycznia 2008
No a wiec wlasnie

Moomu wpadla. Pilismy herbate, jedlismy muffiny i psa po chinsku na kolacje. Smaczne, dobrze przyprawione danie ktore mocno czlowieka potrafi sponiewierac i spac po nocach nie daje.
Salvadore raz jeszcze. Nie jadalny acz smakowity. I piekna twarzowa achitektura z duchem.
By wole narodow usilnie zaspokoic i zrealizowac zamysl ktory swojego czasu wygral w ankiecie. Od dluzszego czasu poszukuje tych malych zniewiescialych ciasteczkowych ludzikow. Niewatpliwie trudnym jest to zadaniem bowiem produkt ow zniknal z polek sklepowych. Na razie trafiaja sie same mise, ale malo to fotogeniczne ciastko jest. I wole torturowac cos smacznego.
Autor:
Inishi
o
13:45
2
komentarze
sobota, 12 stycznia 2008
Odmrocznianie



No coz, nie moge przyznac, ze niczego sie w zyciu nie dorobilem. Dorobilem sie znajomych, przyjaciol i bliskich do ktorych chce sie wracac. I chocby nic nie robiac, siedziec i patrzec jak sobie zyja, starzeja sie i mnoza. Bycie tuz obok tego jest wartoscia sama w sobie i na to uodpornic sie nie jest latwo. Ten prawie rok za granica, z perspektywy wlasnie takich malych odkryc, byl w gruncie rzeczy czyms bardzo waznym. A reszta niech sobie plynie...
Autor:
Inishi
o
01:30
3
komentarze
czwartek, 10 stycznia 2008
Sztuczna sperma...




Czekam na czytnik kart, wiec na razie, zdjecia z pracy....
Projekty ida jak krew z nosa, trudno sie przestawic ze swiatecznego rozleniwienia. Lykam tabletki przeciwbolowe. Zab, nakurwia niemolosiernie. Budzi w nocy, krzyczy, lamentuje. Ladnie poszedl przed swietami magazyn "Cooks and Throbbers", sprzedal sie na poziomie 44% co, jak na warunku UK, jest sporym sukcesem. A wiec mozna jednak cos ambitniejszego ludziom wcisnac na okladke. Teraz wchodzi "Uniforms" na ktorym zaszalalem sobie laczac okladke DVD z frontem magazynu. Ciekawe jak rynek to lyknie. Ruszam powoli z materialami na "Girls with guns". Bedzie mala kampania w sex-shopach. Dee wyznala mi milosc. Jedyna zmiana w Londynie od czasu wyjazdu jest taka, ze nie ma juz lisci na drzewach a dla Toma'a z mojego menelskiego baru przy stacji synonimem alkoholika stal sie kazdy Polak. Takie tam, zyciowe wywnetrznianie. Ten pobyt w polsce mnie rozluznil. Ludzie sie do mnie usmiechaja w metrze, ale jeszcze nikt nie dolaczyl sie do spiewania. Mieczaki.
Autor:
Inishi
o
22:50
0
komentarze
Etykiety:
codzienność,
off scenes,
praca



