


Czytaja, krytykuja i nawet sie nie wpisza, a fee darmozjady....
niedziela, 20 stycznia 2008
piątek, 18 stycznia 2008
Pokazala jak pachnie i poszla
Faktem jest, dawno nie ladowalem sie w jakies radykalne gowno. Szukam nowej pracy, wiode spokojny starczy zywot. Sielanka jak w Parangaricutirimicuaro*. Az tu nagle. Za darmo, ma krew zmieszana z potem bedzie kapac miarowo. To na pewno. Dawno nie pracowalem za sama idee, uczynienia swojego swiata, tudziez zycia innych osob ciekawszym i byc moze lepszym. I przyrzekalem sobie nie czynic tego wiecej. Bo to w sumie ciezkie zajecie. Ale w robieniu rzeczy z niczego i jeszcze dostawaniu za to co najwyzej pochwal, mam doswiadczenie spore. No coz, niektorzy sa stworzeni do repetytywnego czynienia sobie wbrew, wiec moze by tak, znowu...?
* miejscowosc w Meksyku
Autor:
Inishi
o
00:00
0
komentarze
wtorek, 15 stycznia 2008
Czeluście Przeznaczenia

Jeśli czytać wiersz bez wersu z samobiczem to ma on jasny i prosty sens. Dwa możliwe rodzaje samobójstwa, jeśli jedno się dokona wykluczy istnienie drugiego. Rzecz prosta, ale ta sofistyka pokazuje względność istnienia alternatywnych możności, względność naszych personifikacji abstrakcyjnych pojęć. Czy doszedłem już do krańców analizy? Dlaczego stoję? czy zatrzymałem sie już na zawsze?
Niebiosami maluczki w poswiacie kroczacy, piekny moj Ci On. Poczulam powiew. Zapne sie pewniej, czy zechce mnie zabrac dzis ze soba?
Niczym samotna zagubiona pieknosc...Jestem niespokojnym ale stłumionym duchem. Szyk i elegancja to moje credo. Ah, przestań, mały draniu, nie przekomarzaj sie tutaj ze mną. Ciemny fiolet z mocnym granatem, przestrzelony czyms na ksztalt zlota w odcieniu Ojca wielebnego. Toć pasowałam pod okular.
Niczym Syzyf, brne ku światłu, budująć czeluścii swej lodówki...a może i kreując jakąś głębsza biegnąca równolegle treść? Byle tylko utrzymać równomierny krok.
Moj okret, to moj dom, moj ster to moj brat...Eh gdybyś wiedział jaki ze mnie postrzelony wariat.
Cieplo mi na twoj widok kotku...Chciała bym Cię tak mocno, mocno uścisnąć.
Komora ze szklachetnego drewna, a w niej me skarby, marzenia i zamknięty cały świat w moebiusowej nieskończoności.
Nie jeden chleb już dziś poniosłem no a i gdzie jest kres mojej wędrówki? Czy ta piękna niewiasta mogła by mi pomóc?
Właściwe zrozumienie sposobu, w jaki funkcjonuje nasz umysł, bardzo ułatwia zrozumienie Pustki. Czy powinnam się z tym zmierzyć?
A ty moja droga....Kiedys bedziemy razem zobaczysz mała...i wtedy przyniosę Ci kubek ciepłego mleka z miodem...
Autor:
Inishi
o
22:35
3
komentarze
Etykiety:
mrok
niedziela, 13 stycznia 2008
No a wiec wlasnie

Moomu wpadla. Pilismy herbate, jedlismy muffiny i psa po chinsku na kolacje. Smaczne, dobrze przyprawione danie ktore mocno czlowieka potrafi sponiewierac i spac po nocach nie daje.
Salvadore raz jeszcze. Nie jadalny acz smakowity. I piekna twarzowa achitektura z duchem.
By wole narodow usilnie zaspokoic i zrealizowac zamysl ktory swojego czasu wygral w ankiecie. Od dluzszego czasu poszukuje tych malych zniewiescialych ciasteczkowych ludzikow. Niewatpliwie trudnym jest to zadaniem bowiem produkt ow zniknal z polek sklepowych. Na razie trafiaja sie same mise, ale malo to fotogeniczne ciastko jest. I wole torturowac cos smacznego.
Autor:
Inishi
o
13:45
2
komentarze
sobota, 12 stycznia 2008
Odmrocznianie



No coz, nie moge przyznac, ze niczego sie w zyciu nie dorobilem. Dorobilem sie znajomych, przyjaciol i bliskich do ktorych chce sie wracac. I chocby nic nie robiac, siedziec i patrzec jak sobie zyja, starzeja sie i mnoza. Bycie tuz obok tego jest wartoscia sama w sobie i na to uodpornic sie nie jest latwo. Ten prawie rok za granica, z perspektywy wlasnie takich malych odkryc, byl w gruncie rzeczy czyms bardzo waznym. A reszta niech sobie plynie...
Autor:
Inishi
o
01:30
3
komentarze
czwartek, 10 stycznia 2008
Sztuczna sperma...




Czekam na czytnik kart, wiec na razie, zdjecia z pracy....
Projekty ida jak krew z nosa, trudno sie przestawic ze swiatecznego rozleniwienia. Lykam tabletki przeciwbolowe. Zab, nakurwia niemolosiernie. Budzi w nocy, krzyczy, lamentuje. Ladnie poszedl przed swietami magazyn "Cooks and Throbbers", sprzedal sie na poziomie 44% co, jak na warunku UK, jest sporym sukcesem. A wiec mozna jednak cos ambitniejszego ludziom wcisnac na okladke. Teraz wchodzi "Uniforms" na ktorym zaszalalem sobie laczac okladke DVD z frontem magazynu. Ciekawe jak rynek to lyknie. Ruszam powoli z materialami na "Girls with guns". Bedzie mala kampania w sex-shopach. Dee wyznala mi milosc. Jedyna zmiana w Londynie od czasu wyjazdu jest taka, ze nie ma juz lisci na drzewach a dla Toma'a z mojego menelskiego baru przy stacji synonimem alkoholika stal sie kazdy Polak. Takie tam, zyciowe wywnetrznianie. Ten pobyt w polsce mnie rozluznil. Ludzie sie do mnie usmiechaja w metrze, ale jeszcze nikt nie dolaczyl sie do spiewania. Mieczaki.
Autor:
Inishi
o
22:50
0
komentarze
Etykiety:
codzienność,
off scenes,
praca
środa, 9 stycznia 2008
Ekscentryk



Fred, byl normalnym zwyklym karaluchem. Ale szare zycie posrod jego licznej rodziny i znajomych nie dawalo mu spokoju. Juz od malego wiedzial ze zasluguje na cos wiecej. Szansa zyciowej zmiany pojawila sie kiedy w starym powojennym mieszkaniu na pradze poludnie pojawila sie kuchenka mikrofalowa. Fred przeczytal uwaznie wszystkie ksiazki ktore w szczatkach dostarczyli mu koledzy mole i zamieszkal na tylnej sciance urzadzenia marki Elektrolux tak by znajdowac sie jak najblizej pracujacej elektrody. Zsumowane oddzialywanie wzbudzonego pola elektromagnetycznego, magnetycznego i elektrycznego wg jego teorii mialo sprawic by stal sie kims zupelnie innym, kims na kogo zaslugiwal, a kim nie mogl sie stac poprzez zwykle przytrafiajace sie w naturze wariacje genetyczne, branie koksu i chodzenie na silke. Jego silna wiara sprawiala ze trwal nie przerwanie na swym stanowisku. Przyjaciele i rodzina (i dupy) przestali sie liczyc. Swiat zewnetrzny, cale plynace obok kolorowe zycie, bylo czyms malo waznym i nie zaslugujacym na uwage przy powadze procesu samoudoskonalana Freda. Ale dni mijaly. Slonce zachodzilo i budzilo sie na nowo. A zmian, chocby na malutkich wystajacych wlochatych czulkach, ni troche, zadnej drobiny. Nikt go juz nie odwiedzal. Nik nie przynosil pysznego kurzu spod lodowki. Zatracony w przemyslaniach, zaczynal watpic. Czy moze, nie ma lepszego wcielenia? Moze wcale tego nie potrzebuje do bycia szczesliwym? Moze szczescie, przemija sobie pieknie tuz obok, a on siedzi tutaj za ta mikrofala juz tyle czasu i chuj go strzela z nerwow?
Kolejnego wiec dnia, wychilil glowe spod guzika STOP/OPEN i zdziwil sie przeogromnie. Miasto pozostalo puste. Jak sie okazalo, wszystkie zywe stworzenia zostaly usmiercone przez zla energie z kosmosu. A on czul sie rzesko i byl srodze wypoczety. I siedzial tak, siedzial dniami i nocami, tak jak wyszedl, w tych brudnych gaciach, na krawedzi niedojedzonego sloika po bigosie, zupelnie sam. Przez lata, a moze nawet wieki a wszechswiaty mijaly.
Wszysztkiego co byscie chcieli czytacze w nowym roku. Zebyscie byli szczesliwi i zajebisci.
Autor:
Inishi
o
22:17
0
komentarze